Czy to już dorosłość?




     Nie mam czasu. Na blog, na zdjęcia, na przyjemności. A kiedy mam już czas, muszę najpierw zrobić paręset innych rzeczy. A kiedy zrobię te paręset innych rzeczy - robię się zmęczona. A kiedy jestem już zmęczona to idę spać, żeby następnego dnia też wstać wcześnie, iść do pracy, wrócić i ciągle zmywać naczynia. Albo robić obiad. Albo się kąpać. Albo przygotować prace zaliczeniowe na studia. Albo jechać na zakupy. Albo zapłacić za mieszkanie. Albo za rachunki. Albo za cokolwiek innego. Albo muszę iść po karmę dla kotów. Albo muszę wyprać wreszcie białe rzeczy, bo nie mam już skarpetek. Albo po pracy muszę posprzątać wywrócony kosz i strącone rzeczy z półek, bo koty się nudziły. Albo muszę umyć włosy. Albo chociaż muszę zrobić paznokcie, żeby nie wyglądać na zaniedbaną. Nie mam czasu.

     Od jakiś trzech miesięcy czuję się jak robocik. Szczęśliwy, ale robocik. Może dlatego tak mocno w tym roku czekam na te Święta. Chcę odpocząć. Chcę pogotować. Chcę coś stworzyć. Chcę świątecznie przystroić mieszkanie, chcę pomóc Mamie ozdobić dom, chcę pakować prezenty, chcę widzieć radość na twarzach. Chcę robić coś innego niż to, co muszę. Chcę jeść moją ukochaną rybę po grecku na wigilijnym stole. I chcę pójść na pasterkę. Chcę śpiewać kolędy. I chcę czuć ten śmierdzący kompot z suszek. 


     Czy życie mnie przerosło? A może trochę się pogubiłam w tej "dorosłości"? A tak w ogóle, to już jest ona? Na pewno nie, bo marzę! Nie, bo pragnę podróżować! Nie, bo czasem płaczę bez powodu! Nie, bo kocham czekoladę! Nie, bo lubię się wybrudzić! Nie, bo wierzę w magię Świąt. Fakt. Może trochę się zatraciłam w tym krakowskim pędzie. Ale wiesz co? Cholernie tego chciałam. Tak! Chciałam sama sobie nabrudzić, żeby później samej sobie posprzątać. Chciałam ponosić konsekwencje za swoje czyny. Chciałam zarabiać na siebie i płacić za swoje mieszkanie. Chciałam żyć po swojemu, na swoim. Żałuję? Nigdy w życiu! Miejsce, w którym jestem teraz to miejsce, o którym marzyłam długi czas. "Kiedyś wyprowadzę się z tego Krosna", albo "czekam tylko aż skończę szkołę i się stąd wyniosę", a w głowie "ta, jasne...". A jednak. Udało się. I jestem z siebie dumna. I szczęśliwa.

     Pracuję jako fotograf w urzędzie miasta. Robię zdjęcia do paszportów, dowodów osobistych i innych dokumentów. Czy satysfakcjonuje mnie ta praca? Na początku tak było. Teraz jestem jak robocik. "Dzień dobry! Tutaj jest lustro, wieszak, może się Pan przygotować, a jak będzie Pan gotowy, to zapraszam tutaj na krzesełko. To będzie 25zł - gotówką, czy kartą?". Czasem zdarzy się miły starszy Pan, który chce porozmawiać o tym, jak niebezpiecznym narzędziem jest karta. Albo starsza Pani, którą wnuczka zaprosiła na chrzest dziecka do Turcji. Albo miły, młody chłopak, który się spieszy, bo za tydzień ma wesele i w ramach niespodzianki dostał od jeszczenie-żony prezent w postaci podróży poślubnej do Indonezji. Albo małe, kochane dziecko z pięknymi, dużymi oczami. Czasem się zdarzy, że usłyszę miłe słowa. "Dziękuję za miłą obsługę!", "Miło było Panią poznać!", "Bardzo dziękuję, życzę miłego dnia!". Albo zdarzy się, że ktoś zostawi napiwek, to też jest miłe. Ale zdarzy się też, że przyjdzie naburmuszony Pan, którego wkurza nawet to, że zdjęcia tyle kosztują. Albo młody chłopak, który weźmie zdjęcia i powie, że musi iść do bankomatu, żeby mi zapłacić, i który wykorzystuje zaufanie, a oczywiście za zdjęcia nie płaci i nigdy nie wraca.

Mimo wszystko trochę wkrada się rutyna.

Praca, zakupy, dom, obiad, kawa, kolacja, kąpiel, sen.



     Potrzebuję zmiany. Potrzebuję porządku. Potrzebuję nauczyć się życia od nowa. Nie rozumiem korków w tym mieście. Raz jestem w pracy pół godziny szybciej, a raz 5min za późno, jadąc tym samym autobusem. Albo nie rozumiem gdzie ucieka mój czas i dlaczego tak strasznie szybko robi się ciemno. Albo skąd ten cały smog? Rozumiem za to moją miłość do Krakowa. Tu będzie mój dom. Bo tu jest mój Paweł. Mój facet, który zawsze będzie przy mnie, bo jak się gubić - to razem! Czy będziemy się śmiać, czy płakać. Czy będę na Niego obrażona, czy będę stała z niespodzianką za plecami. Tak, to pomału jest już mój dom i moja nieidealna dorosłość. Ale kocham ją. Kocham moje życie. Kocham je, bo jest moje. Nasze. 

You Might Also Like

0 komentarze

Dziękuję za każde napisane słowo !♥
Thank You for every written word !♥